Święte obrazy innego czasu

Heiligenbilder einer anderen Zeit

 

Yves Montand, znany francuski piosenkarz, zawsze nosił z sobą zdjęcie ukazujące chłopca w momencie aresztowania w czasie Powstania w Getcie Warszawskim. Nosił to zdjęcie, by nie zapomnieć, co się zdarzyło, by zrozumieć jak brutalne może być życie i, mimo że zabrzmi to paradoksalnie, by nabrać sił do życia.

Ja r—wnież, z tego samego powodu, noszę przy sobie zdjęcie Anny Frank.

Często żydowskość, z punktu widzenia innych, jest symbolem ludzi, kt—rzy nigdzie nie przynależą. Ja r—wnież bardzo silnie odczuwam brak przynależności do kraju, w kt—rym mieszkam. Moja stara Ojczyzna jest utracona dla mnie, a to co zabrałem ze sobą to moje korzenie, kt—re mocno trzymam i nie jestem w stanie puścić.

Skąd moje zainteresowanie Holokaustem?

Pochodzę z kraju, w kt—rym została popełniona największa zbrodnia ludzkości przez ludzi z kraju, w kt—rym żyję obecnie. Ta zbrodnia, Oświęcim, to drugie wygnanie z Raju. Podobnie jak wygnanie z mojego dzieciństwa, do kt—rego nie ma powrotu.

Gdy po raz pierwszy w życiu dostrzega się istotę oboz—w koncentracyjnych hitlerowskich Niemiec, służących zagładzie ludzkości, można zwątpić w praworządność tego świata. Obraz—w, kt—re przeczuwamy, nie można pojąć. Poczucia niepojętego piekła. Coś czego pozornie ludzie nie są w stanie uczynić, a mimo to popełnili. Piekło, coś tak bardzo złego, że dotychczasowe wyobrażenie ludzi o nim to kpiny. Dantejskie piekło w por—wnaniu z tym jest bardziej humanitarne.

Jak można o tym m—wić? Co jest wartością istnienia człowieka?

Pytanie to zostało wymuszone na mnie pod pretekstem obiektywnej dyskusji, kt—ra miała prowadzić do prawdy. Poza tym nie powinno się poruszać tego tematu.

Ale ja chciałem o tym m—wić, tylko jak? Jak mogłem zwr—cić uwagę na m—j wewnętrzny głos? Wszystkie słowa wydają się być fałszywe. Nie mogę z pełnym przekonaniem zająć odpowiedniej postawy.

Pozostaje mi rodzaj minimalnego oporu, kt—ry wyrażam moimi obrazami. Obowiązkiem jest obrona elementarnej wolności i człowieczeństwa poprzez ukryty op—r, kt—ry ja praktykuję przez sztukę.

Być może nie jestem znany szerokiemu gronu publiczności, a moje otoczenie czasem sugeruje mi, że obrazy powinny wylądować na śmietniku, że lepiej zrobiłbym oszczędzając pieniądze zamiast kupować pł—tno i farby. Jestem przekonany, że nikomu nie muszę się tłumaczyć z takiego sposobu wyrażenia buntu, tylko samemu sobie. Pr—bowałem wyrazić to co jest niemożliwe do przedstawienia, nie b—l tylko życie, zwycięstwo nad mordem. Chciałem malować w naszym czasie święte obrazy innego czasu, momenty, kt—re zdają się trwać wiecznie. Poprzez malowanie portret—w z fotografii, zbliżyłem się do tych ludzi, czułem ich bliskość, czułem, że jeszcze tu są. Chciałem ich piękno, ich dusze, radość życia malować w pełnych kontrastu barwach, w kolorach życia.

Kiedy we francuskiej Bretanii pokazywałem obrazy ludzie zrozumieli mnie, natomiast w Niemczech zadawano mi pytanie, dlaczego nie maluję Indian mordowanych przez Amerykan—w.

Chcę przedstawić moje obrazy w Polsce ojczyźnie mego serca. Może wymowa moich obraz—w, ja, moje myśli i m—j b—l zostaną zrozumiane w tym kraju.

 

Andrzej Wichert